Dieta „cud” – dlaczego nie działa?

Tagi

, , , ,

Dieta „cud” – dlaczego nie działa?

Powiedzmy to sobie szczerze – jeśli chodzi o diety i estetyczne efekty związane z naszym ciałem, to po prostu nie lubimy czekać. Pragniemy mieć wszystko od razu, już, teraz, im szybciej widać  rezultaty, tym lepiej. Dlatego właśnie tak wielkim powodzeniem od wielu lat cieszą się diety cud. Problem w tym, że są one po prostu zupełnie nieskuteczne.

Dlaczego? Zdecydowanie warto to wyjaśnić. Nawet, jeżeli chociaż jedna osoba dzięki tej lekturze zrezygnuje z diety kopenhaskiej, kapuścianej czy marchewkowej – to już jest to sukces.

Co jest złego w dietach „cud”?

Rozpoczynając żartem – już sama nazwa jest nieprawidłowa. W przypadku korzystania z diet, które za chwilę opiszemy, nie ma mowy o cudzie. Jedyne, z czym rzeczywiście mamy do czynienia, to błędne rozumienie tego, co dzieje się z organizmem i szkodzenie swojemu ciału. Takie diety powinny zatem nazywać się raczej „dietkami oszustkami” – wówczas brzmi to nawet sensownie.

Przechodząc już jednak do znacznie poważniejszej strony medalu – co jest złego w dietach „cud”?

Diety „cud” zwalniają metabolizm

Metabolizm odgrywa ogromną rolę w naszym organizmie. To inaczej tempo, w jakim nasze ciało pozbywa się kalorii. Niektórych los potraktował tak wspaniałomyślnie, że dał im metabolizm szybki – to wszystkie te panie, którym skrycie zazdrościmy, ponieważ zajadają się czymkolwiek tylko pragną, nadal wyglądając fenomenalnie.

Zwykle jednak mamy metabolizm w normie, co oznacza, że nasze małe „grzeszki” stosunkowo szybko odkładają się na biodrach czy pośladkach. Chcąc się ich szybko pozbyć, sięgamy po dietę cud i… robimy sobie największą krzywdę, zwalniając proces przetwarzania w naszym organizmie.

Ciało ludzkie jest znacznie „sprytniejsze”, niż sądzimy. Kiedy pozbawiamy się jedzenia, stosując na przykład dietę „jem tylko kapustę”, to organizm odbiera to jako sygnał nawołujący do oszczędności. Zaczyna więc trawić wolniej i wolniej, bardzo racjonalnie i ostrożnie pozbywając się zapasów.

Niestety, kiedy znowu (skrajnie wymęczeni) wracamy na łono pączków, hamburgerów i golonek, nasz organizm… wcale nie przyspiesza. Zanim zdąży „zorientować się”, że głód na pewno już mu nie grozi, my już zdążymy przybrać kilka dodatkowych kilogramów. I tutaj mamy kolejny minus diety „cud”, czyli doskonale wszystkim znany efekt „jojo”.

Diety „cud” dają przekłamany efekt

To, co ma być wielka zaletą cudownych diet, w rzeczywistości jest wielkim kłamstwem. Powodem jest fakt, że w większości takich diet ich twórcy obiecują „natychmiastowe pozbycie się tłuszczu”. Faktem jest jednak,  że wcale nie pozbywamy się tych obrzydliwych dla nas żółtych grudek. Pozbywamy się – na własne życzenie, cennej wody. Dochodzi także nawet do ubytków tkanek mięśniowych!

Aby skutecznie spalić tłuszcz, dieta musi być długodystansowa. I najlepiej, gdy nazywa się po prostu zdrową dietą, a nie odchudzającą. Dopiero takie podejście do temu gwarantuje nam prawdziwe, a nie złudne i szkodliwe efekty.

Diety „cud” zagrażają zdrowiu

Doniesienia mówiące o modzie na „dietę tasiemcową” są jaskrawym dowodem na to, że kobiety w walce o szczupłą sylwetkę są gotowe stracić zdrowie (albo życie). Nie wszystkie panie są oczywiście gotowe połknąć tabletkę z jajami tasiemca. Niemniej faktem jest, że ostrzeżenie „ta dieta może zrujnować twój organizm” nie robi na nikim wrażenia. A powinno!

Warto przytoczyć tutaj przykład diety kopenhaskiej. To dieta, w trakcie której stosowania kobietom zdarza się np. stracić przytomność. Koncentracja spada, pojawia się ból głowy – organizm daje znak, że dzieje się coś złego. Niestety, reakcją na to jest zwykle „wytrzymam!”.

Diety „cud” są zwykle bardzo skromne, jeżeli weźmiemy pod uwagę ilość składników odżywczych. Wystarczy już tylko posłuchać nazw („dieta kapuściana”), by domyślić się, co będzie królowało w naszym jadłospisie. Takie postępowanie prowadzi jednak do niedoborów i zaburzeń pracy organizmu. Warto też dodać, że organizm i tak będzie domagał się tego, czego potrzebuje. Po skończonej diecie „rzucamy się” na brakujące składniki i znowu witamy efekt „jojo”. Niepotrzebne narażanie ciała na szwank.

Na diecie „cud” trudno jest wytrzymać

A to z dwóch powodów. Pierwszy – przez większość czasu trwania takiej diety wymagane jest głodzenie się. Nie myślimy zatem o tym, że jemy zdrowo, ale raczej… jak długo to jeszcze potrwa.

Po drugie – diety cud są najczęściej zwyczajnie niesmaczne. Zakazane jest całe mnóstwo zdrowych pyszności, ponieważ ktoś, gdzieś wymyślił, że „ma być tylko kapusta”. A kiedy nie możemy zastąpić np. chipsów garścią bakalii, to nie wytrzymamy długo. Nie mamy substytutu, pocieszacza.  Zdrowe zastępstwo może nam z kolei służyć przez wiele lat, w końcu doprowadzając do tego, że niezdrowe przekąski przestają nam smakować.

Znamy dietę cud!

Podobno ktoś kiedyś stwierdził: „Ja też jestem na diecie cud. Jem wszystko, a jeśli schudnę, to nazwę to cudem”. I to jedyny „cud” jaki naprawdę może nam się przydarzyć. Bo tak naprawdę o zdrową sylwetkę trzeba po prostu zawalczyć – co bynajmniej nie oznacza, że nie może być po prostu smacznie i zdrowo.


Autor: K. Wojtaś

avatar

www.MamaNaDiecie.pl

Serwis oferujący profesjonalne diety dla kobiet planujących ciążę oraz pragnących zdrowo odżywiać się podczas ciąży lub po porodzie. Tworzony przy współpracy położnych, dietetyków i psychologów. Celem serwisu jest propagowanie zdrowego odżywiania, dla zdrowia kobiet i ich potomstwa.